Czy wiecie, skąd wziął się zwyczaj kończenia tanga dwoma dość charakterystycznymi beatami (ta-da!), na które tancerze zastygają w dramatycznych pozach? Jest na ten temat kilka teorii i wszystkie są co nieco naciągane, ale mnie osobiście przekonuje najbardziej ta:
W poprzednich artykułach starałem się opisać jak tango wyrosło z tradycyjnych afrykańskich tańców (candombe). Jedna z teorii o pozach w tangu oparta jest właśnie na analizie dość częstego zachowania bębniarzy i tancerzy plemiennych z delty Konga. Podczas tańców bębniarze i tancerze z tego regionu prowadzą swego rodzaju konwersację - bębniarz nadaje rytm, tancerz go podchwytuje i swoim tańcem wprowadza zmiany w melodii.
Jednym z często spotykanych zachowań jest prowokowanie tancerzy przez bębniarza do któtkiej pauzy w trakcie tańca. Po dość charakterystycznej sekwencji rytmicznej tancerz na chwilę zastyga i momentalnie zaczyna tańczyć dalej. Podobna sekwencja rytmiczna może zostać zagrana na końcu utworu, kiedy to tancerz ma zastygnąć w swojej najlepszej pozie - jeżeli poza będzie nieadekwatna lub mało spektakularna, widzowie będą się z niego naigrywać. No i tu przechodzimy do sedna sprawy: czy wiecie, jak nazywana jest ta pauza?
Otóż pauza owa jest nazywana onomatopeiczynie "sza-sza", ponieważ to jest to końcówka wygrywanej na bębnach i oznaczającej pauzę sekwencji. Czy coś wam ten dźwięk przypomina? To przecież ta sama fraza, do której my, tangueros, zamieramy w takich czy innych pozach! Dla bardziej wnikliwych: ta sama fraza "sza-sza" (ang: "tshia-tshia") oznacza w języku Ki-Kongo "dobry występ"

Poza tanga. Bardzo dramatyczna
Według Roberta Farisa Thompsona, który jest znanym propagatorem idei afrykańskich korzeni tanga, bębniona fraza "sza-sza" i związana z nim zastygnięta poza przyjechały do Buenos Aires razem z czarnymi tancerzami, praktykującymi candombe. Fraza ta została potem przeniesiona do canyengue i tanga i nazwana z kreolska "cza-cza" i w takj postaci na Kubie dała nazwę dość popularnemu tańcowi.
Nie znalazłem niestety w literaturze odpowiedniej nazwy dla tej frazy po polsku, dość często mówi się na nią "ta-da!". Jeżeli jakiś muzyk, czytający ten artykuł, mógłby mi podrzucić poprawniejszą onomatopeję, będę bardzo wdzięczny.