Buenos Aires na początku XIX wieku było miastem o wiele ciemniejszym, niż dziś. I bynajmniej nie chodzi o kolor nieba, ponad 30% populacji tego miasta stanowili wtedy Murzyni. Żeglarze, przypływający do Buenos, byli witani w portach i dzielnicach biedy przez morze czarnych, sprowadzonych z delty Konga do wyrębu puszczy i plądrowania dziewiczej Patagonii. Zapewne i ten statek był tego świadkiem:

Buenos Aires, rok 1813
Universidad Nacional de Tres de Febrero opublikował dane dotyczące procentowego udziału Murzynów w populacji Argentyny w 1778 roku. Sami popatrzcie, sporo, prawda?

% populacji Czarnych w prowincjach Argentyny, rok 1778
Nic dziwnego, że czarne rytmy miały tak wielki wpływ na wszystko, co się w tym czasie działo w Argentynie. Tańce uliczne, procesje, karnawał - można się tylko domyślać, że przypominało to kulturę Nowego Orleanu (tego przed Katriną). Tylko co się z tymi wszystkimi ludźmi stało? Bo w roku 1887 statystyki podały, że czarna populacja Buenos Aires to jedynie 1.8%...
Kiedy w latach pięćdziesiątych XX wieku Josephine Baker odwiedziła Argentynę, zapytała posiadającego czarnych przodków ministra Ramona Carillo "No i gdzie ci wszyscy czarni?". Minister odpowiedział rezolutnie: "Pozostało tylko dwoje: ty i ja".
Tak naprawdę, to istnieje kilka teorii na temat zniknięcia populacji czarnych niewolników z Buenos Aires. Jedna z nich wskazuje na fakt, że w roku 1865, kiedy rozpoczęła się wojna z Paragwajem, prezydent Domingo Faustino Sarmiento używał czarnych i gaucho jako mięsa armatniego. Wśród światłych myśli pana prezydenta znane są "rządzić to zasiedlać" i "biała Europa w Ameryce". W jednym z wystąpień Sarmiento wyznał, że chce "poprawić lokalną krew nowymi pomysłami, kończąc ze średniowieczem". Jeżeli do tego dodać kilka epidemii cholery, to zanik populacji afro-argentyńczyków stanie się zrozumiały. Szczęście w nieszczęściu, że ziarno, z którego wyrosło potem tango (rytm i figury candombe, słownictwo, kultura tańca na ulicach) zostało już zasiane.