Całkiem często jestem pytany przez uczniów i innych znajomych "a tak naprawdę, to czym jest to Tango?". No cóż, tak "naprawdę" to nie wiem, w końcu żaden ze mnie tańczący od 50 lat Argentyńczyk. Mogę za to podzielić się z wami moimi osobistymi przemyśleniami na ten temat.
Dla mnie tango argentyńskie to przede wszystkim sposób na ciekawe życie. Taniec, poznawanie nowych ludzi, nowych miejsc, odkrywanie kultury - wszystko to razem składa się na zjawisko, które zawładnęło mną bez reszty. Ale po kolei.
Na pierwszy ogień tango jako taniec inny, niż wszystkie inne. Taniec w pełni improwizowany, który nieznani sobie partnerzy mogą tańczyć ze sobą z zamkniętymi oczami. Tym tango argentyńskie różni się od tańca towarzyskiego - ponieważ tango opiera się na improwizacji, nie tańczy się w nim figur a uczy komunikacji ciałem. Dokładnie tak, jak przy nauce języka, uczymy się podstaw komunikacji, szkieletu, na podstawie którego partner będzie tworzył ad hoc krok po kroku tak, by całość ułożyła się w niepowtarzalne przeżycie. Dla mnie taka rozmowa ciałem jest czymś niezwykle rzadkim we współczesnym świecie, bo nie ma tu miejsca na jakikolwiek fałsz. Stojąc twarzą w twarz, kiedy dwa ciała oddziela jedynie cienka warstwa ubrania, momentalnie czuć, czy ta druga osoba tak samo przeżywa i wczuwa się w taniec, czy po prostu szuka okazji do polansowania się na parkiecie.
Ponieważ improwizacja w tangu odgrywa kluczową rolę, dla mnie jest to możliwość bycia kreatywnym na skalę, na jaką w codziennym życiu nie mamy zwykle szans. Wymyślanie tańca dla partnerki jest niezwykle satysfakcjonujące, zwłaszcza wtedy, kiedy widać, że wysiłek się opłacił i partnerce się podobało. To prawda, że na parkiecie zwykle publiczność podziwia partnerkę a nie partnera, ale jeżeli prowadzący nie jest łasy na poklask (no dobrze, kto z nas trochę nie jest..), to właśnie bezpośrednia reakcja partnerki jest największą nagrodą po udanym tańcu. Są też takie momenty, w których udaje się obydwojgu partnerom całkowicie zatracić - przetańczyć tandę albo kilka i zapomnieć o upływie czasu. Tego rodzaju sen na jawie jest rzadkim klejnotem, który nauczyłem się bardzo cenić.
Dla mnie tango to pozbawiona zakłamania, szczera rozmowa pomiędzy dwiema osobami. Różnego rodzaju banały w stylu "wertykalna ekspresja horyzontalnego pożądania" to nie dla mnie.